forum.nexia.pl
http://forum.nexia.pl/

Smutna historia...
http://forum.nexia.pl/viewtopic.php?f=4&t=3888
Strona 1 z 4

Autor:  koziello [ 12 Paź 2018, 21:07 ]
Temat postu:  Smutna historia...

Ostatnio w moim życiu dużo się zmieniło.
Nie koniecznie na lepsze. Ale zacznijmy od początku...
Pod koniec czerwca w pracy zemdlałem. Został wezwany szef i oczywiście padło tradycyjne pytanie w takich sprawach: zawieźć Cię do szpitala czy do domu ? Ja oczywiście stwierdziłem że do domu.
Następnego dnia (piatek) też miałem zostać w domu żeby odpocząć. I tak też się stało.
W sumie potem czułem się normalnie i nic mi nie było.
W sobotę, dwa dni po zdarzeniu pojechałem na ślub i wesele do kolegi z liceum do Koluszek. Tam wszystko okej, zabawa super :P.
Na drugi dzień poprawiny... A że akurat u nas był remont i w tym czasie mieszkaliśmy u teściów to z rana chciałem pojechać do siebie po jakieś ubranie adekwatne do okazji.
No i pod klatką po wyjsciu od tesciow znów film mi się urwał.
Obudziłem się jak już sąsiadka z bloku zawiadomiła żonę. No i jak się okazało karetkę. Oczywiście mnie tam wzięli do siebie, zrobili wywiad itp. Po opowieściach teściowej i żony co się że mną działo po przebudzeniu stwierdzili że jestem albo pijany albo naćpany. Zachowywałem się ponoć irracjonalnie. Po oprzytomnieniu powiedziałem im że tylko spałem i leżąc dalej na trawie zacząłem grzebać patykiem w ziemi. Ja oczywiście nie pamiętam tego.
Panowie z karetki się zapytali czy wyrażam zgodę na przewiezienie do szpitala. Zgodziłem się, na szczęście było to dość blisko bo uliczkę dalej.
W szpitalu spędziłem trzy dni z podejrzeniem udaru leżąc ciągle na sali całodobowego dozoru. Miałem zrobione wiele badań, przyjąłem wiele kroplówek i leków.
Na 2 dzień popołudniu zostałem poproszony z Żoną do gabinetu ma rozmowę.
Padła diagnoza: nowotwór mózgu (tylna część prawego płata czołowego) i max 5 lat życia jeśli nie podejmę się operacji.
Te omdlenia to nie były omdlenia tylko ataki epilepsji z tego względu że goz naciskał ośrodek ruchu.
Zatkało mnie jak nigdy. Żona mało nie straciła przytomności po tym co usłyszała. Przyznam Wam się szczerze że jako chłop mało płacze to wtedy przez pół nocy mi się oczy szkliły. Następnego dnia mnie wpisali z poleceniem konsultacji w poradni neurologicznej. Po znajomości dwa dni później byłem na konsultacji w szpitalu u Neurochirurga.
Potwierdził że to nowotwór i że się podejmie operacji jak uzbiera odpowiedni sztab ludzi do tego bo operacja nie będzie łatwa że względu na lokalizację guza. Uprzedził mnie ze guz jest blisko ośrodka ruchu i mimo że będę podczas operacji dokładnie monitorowany to mogę mieć paraliż lewej części ciała w jakimś stopniu. Mogę ale nie muszę. Będzie się starał wyciąć jak najwięcej uszkadzajac jak najmniej.
Po wycięciu będzie wiadomo czy to nowotwór złośliwy, jakie rokowania, czy uda się wyciąć całego, czy potrzebne będą jakieś naświetlania, chemia itp.
Wszystko działo się w ciągu tygodnia jakoś na przełomie czerwca i lipca. Wziął od nas numery i mieliśmy czekać na wiadomość.
Czekaliśmy miesiąc, dwa, trzy. Ciągle przez ten czas na zwolnieniu.
W międzyczasie miałem jeszcze w przeciągu 2 tyg od wizyty dwa ostre napady padaczki. Po konsultacji telefonicznej powiedział żeby przyjechać do niego po receptę po silniejsze leki bo te co biorę są za słabe.
W sumie od tamtej pory nie miałem ataku z utratą przytomności tylko lekkie ataki z drganiem oka czy ręki po lewej stronie bez utraty świadomości.
Po 3 miesiącach zadzwoniłem do doktora spytać się czy coś się dzieje w moim kierunku.
Powiedział że mam wyznaczony termin na czynnościowy rezonans magnetyczny i będzie się że mną kontaktować w tej sprawie za kilka dni.
Zadzwonił z propozycją żebym był badany w poradni na nowym sprzęcie który przyjechał dopiero co i jest w trakcie kalibracji, zgodziłem się.
Kalibracja miała trwać 3 dni. Zadzwonił po tygodniu że są jakieś problemy i mnie przepadają na szpitalnym sprzęcie.
Dwa dni później (ta środa) miałem testy psychologiczne.
Po testach miałem rozmowę z innym neurochirurgiem ze ten rezonans z jakiś tam powodów będę mieć w innym szpitalu.
Jestem po wczorajszych długich badaniach czynnosciowych rezonamsem magnetycznym.
Mam czekać na analizę badan i podanie terminu operacji.
W ciągu kilku dni mam wszystko wiedzieć.
Jedną rzeczą mnie załamał.
Możliwe że w trakcie operacji na otwartej głowie zostanę wybudzony żeby mogli kontrolować mój ruch lewa strona ciała.
Sama myśl o tym że będę leżał przytomny z otwartą głową i słyszał wszystko co się tam dzieje mnie jeszcze bardziej przeraża nią sam fakt tej operacji.
Pewnie nikt nie dotrze do końca historii ale u mnie ostatnio takie wieści :P
Postanowiłem się tym z Wami podzielić ponieważ w pewien sposób się z Wami zżyłem ;) jak to będzie że mną dalej nie wiadomo... Ale jak będą chęci to będę na bieżąco informować co i jak...

Autor:  zajka [ 12 Paź 2018, 21:40 ]
Temat postu:  Re: Smutna historia...

o kurde, wbiło mnie w fotel... trzymam kciuki aby się dobrze skończyło...

Autor:  lubia [ 13 Paź 2018, 14:34 ]
Temat postu:  Re: Smutna historia...

Kurde, o takich historiach to się zazwyczaj w telewizji słyszy i nie spodziewamy się, że może to spotkać kogoś z nas.
Ogromnie Ci współczuję tego, co teraz musisz przechodzić, ale nie można teraz tracić nadziei tym bardziej, że po pierwsze lekarze chcą się podjąć operacji, a po drugie, że chcą to zrobić tak szybko.
Poza tym, nasi lekarze są naprawdę na wysokim poziomie zarówno umiejętności i wiedzy i należy im zaufać, napewno zrobią wszystko, żebyś z tego wyszedł - dużo zależy również od Ciebie.
Nie sposób teraz jest cokolwiek radzić, ale jedyne co mogę, to życzę Ci siły, żebyś nie tracił nadziei i mocy, żeby Twój organizm poradził sobie z tym dziadostwem i pokonał to.
Dawaj koniecznie znaki, jak się sprawy mają - będziemy trzymać mocno kciuki.
Jeśli będziesz potrzebował jakiejś pomocy - pisz - może będziemy mogli w jakimś aspekcie pomóc.

Autor:  radzio [ 13 Paź 2018, 15:04 ]
Temat postu:  Re: Smutna historia...

Ciężko cokolwiek napisać... Ale musi się udać, nie ma innej opcji

Autor:  eska [ 15 Paź 2018, 11:49 ]
Temat postu:  Re: Smutna historia...

Trzymaj się mocno, rak to nie wyrok.
Mój tata jest po operacji i w trakcie leczenia. I daje radę.
Ty też dasz, młody silny chłop jesteś, ważne, żebyś był dobrze nastawiony i nie zamartwiał się.
My tu wszyscy trzymamy kciuki za Ciebie!!!

Autor:  Pieter [ 15 Paź 2018, 12:01 ]
Temat postu:  Re: Smutna historia...

Najważniejsze chyba jest optymistyczne myślenie że wszystko będzie dobrze. Bo jeżeli myślisz pozytywnie to wygrasz i zdobędziesz swój cel - w Twoim przypadku wyjdziesz z tego cały i zdrowy.
Trzeba być zawsze dobre myśli, jesteśmy z Tobą, dasz radę wszystkiemu !

Autor:  koziello [ 15 Paź 2018, 17:14 ]
Temat postu:  Re: Smutna historia...

Na początku było ciężko ale teraz mam dobre nastawienie, mimo całej sytuacji.
Mam na prawdę bardzo dobrego Neurochirurga. Ktokolwiek usłyszy nazwisko to mówi żeby się to trzymać bo jest b.dobry.
Oczywiście nie napisałem tego żeby się użalać nad sobą czy oczekiwać jakiejkolwiek litości itp.
Uważam że jestem tu tyle lat z Wami i po prostu chciałem żebyście znali w razie czego powód jak bym kiedyś zniknął...
Parę lat temu jak pracowałem non stop przy kompie to i non stop siedziałem na forum, od 3 lat pracowałem jako kierowca/magazynier po 12h i tylko sporadycznie zaglądałem nie mając sił żeby cokolwiek pomyśleć i napisać.

Autor:  Pieter [ 16 Paź 2018, 15:04 ]
Temat postu:  Re: Smutna historia...

Trzeba mieć dobre nastawienie, pozytywne tylko i wyłącznie :) dodatkowo jak piszesz jesteś w bardzo dobrych rękach, też ważna rzecz...
Chociaż nie znamy się osobiście, to widać że fajny z Ciebie facet 8-) i jeszcze nie raz będziemy mieli okazje do wspólnego spotkania się.
Trzeba w końcu zorganizować zlot z prawdziwego zdarzenia :D

Autor:  koziello [ 16 Paź 2018, 16:00 ]
Temat postu:  Re: Smutna historia...

Kilka osób udało mi się poznać :)
Lubia, Zajka, Szuro, PitR no i chyba tyle :P takze potwierdzą że nie jestem fajny :P
Jak tylko będę mógł prowadzić samochód to będę na pewno, teraz już wiem że nie ma na co czekać i odkładać "na kiedyś"...
Bo póki co od powrotu z wesela pod koniec czerwca nie siedziałem za kółkiem :( nie wolno mi że względu na ataki. Zmuszony byłem sprzedać auto co by nie wrastało w parking pod blokiem...
Także jak tylko po operacji będzie Okej, to pędzę na zlot :D

Autor:  Pieter [ 17 Paź 2018, 08:12 ]
Temat postu:  Re: Smutna historia...

I to jeszcze nie koniec poznawania ludzi z klubu :) bo wszyscy jesteśmy fajni :icon23:
koziello napisał(a):
Parę lat temu jak pracowałem non stop przy kompie to i non stop siedziałem na forum, od 3 lat pracowałem jako kierowca/magazynier po 12h i tylko sporadycznie zaglądałem nie mając sił żeby cokolwiek pomyśleć i napisać.

Nie od parady zostałeś mianowany jako "Pisarz roku!" :D ;)

Autor:  dudajson [ 17 Paź 2018, 11:28 ]
Temat postu:  Re: Smutna historia...

Kurcze, szok. Ciężko cokolwiek sensownego powiedzieć w takim przypadku.
Trzymamu kciuki z Martą, aby zdrowie wróciło! ;)

Autor:  koziello [ 09 Lis 2018, 15:56 ]
Temat postu:  Re: Smutna historia...

Otóż... 26 listopada mam się zgłosić do szpitala na operację.
Czekałem na to 5 miesięcy w sumie bezczynnie...

Autor:  Madzia [ 09 Lis 2018, 21:26 ]
Temat postu:  Re: Smutna historia...

To trzymamy kciuki :)

Autor:  dudajson [ 11 Lis 2018, 17:48 ]
Temat postu:  Re: Smutna historia...

Także trzymamy kciuki ;)

Autor:  Pieter [ 13 Lis 2018, 09:22 ]
Temat postu:  Re: Smutna historia...

I pamiętaj - trzeba być pozytywnej myśli, wszystko będzie dobrze :!:

Strona 1 z 4 Wszystkie czasy w strefie UTC + 2 godziny
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
http://www.phpbb.com/
Fatal: Not able to open ./cache/data_global.php